
Dieta a płodność - najnowsze doniesienia naukowe
Od kilku lat prowadzone są intensywne badania nad wpływem sposobu żywienia i roli poszczególnych pierwiastków na płodność zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Jest to o tyle istotna gałąź nauki, że może ona stać się usankcjonowaną formą terapii współdziałającą z powszechnie stosowanymi technikami leczenia niepłodności. To również przełom w społecznej świadomości wpływu trybu życia na zdolność do posiadania potomstwa. To wreszcie nadzieja dla niektórych z tych, dla których techniki wspomagania rozrodu są nieosiągalne ze względów ekonomicznych. Najnowsze doniesienia naukowców zajmujących się niepłodnością znajdują wspólny mianownik w stwierdzeniu: dieta może leczyć.
W piśmie wydawanym przez ESHRE, odpowiednik naszego rodzimego Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, opublikowano wyniki 12-letnich badań nad wpływem diety na płodność przeprowadzonych na grupie ponad 70 tysięcy amerykańskich pielęgniarek. Badania jednoznacznie udowodniły, że dieta, a zwłaszcza ilość i rodzaj spożywanych tłuszczów, może mieć duże znaczenie w hamowaniu rozwoju endometriozy. Potwierdzono, iż zawartość tłuszczów trans w diecie sprzyja rozwojowi endometriozy o prawie 50% oraz że wysoka zawartość kwasów tłuszczowych omega-3 zmniejsza o ponad 20% ryzyko wystąpienia endometriozy. Źródła tłuszczy, których należy unikać w diecie, chcąc zapobiec tej przypadłości to przede wszystkim dania typu fast-food, wyroby cukiernicze zawierające w składzie utwardzony olej roślinny lub tłuszcz cukierniczy, a także wszelkie gotowe słone i słodkie przekąski takie, jak: krakersy, chipsy itp. Tłuszcze, które powinny zagościć na dobre w menu kobiet myślących o potomstwie, ale i o zachowaniu zdrowia na długie lata, to te, które są źródłem kwasów omega-3, czyli pochodzące z tłustych ryb i owoców najlepiej z głębin zimnych mórz oraz oleju lnianego.
Badania ostatnich lat dowodzą, opublikowane między innymi w książce "Fertility Diet", że suplementacja kwasem foliowym powoduje zwiększenie ilości dojrzewających komórek jajowych. Obniża także poziom homocysteiny w płynie pęcherzyków Graffa, a także jest częścią składową komórki jajowej będąc składnikiem niezbędnym do przebiegu procesu zapłodnienia. Równie ważną rolę w funkcjonowaniu układu rodnego kobiety ma tlenek azotu powstający z L-argininy dzięki enzymowi syntazie tlenku azotu. Tlenek azotu rozszerza naczynia krwionośne i usprawnia przepływ krwi przez nie. Wpływa on także na dojrzewanie komórki jajowej i zapobiega jej przedwczesnemu starzeniu się. Reguluje odpowiednie wydzielanie śluzu przez szyjkę macicy, co jest kluczowe dla umożliwienia plemnikom dotarcia do komórki jajowej i jej zapłodnienia. Jak pokazują badania, suplementacja L-argininy powoduje liczniejszy wzrost komórek jajowych u kobiet o niskim poziomie gonadotropin. Poprawia także odpowiedź jajników i macicy na leczenie hormonem folikulotropowym oraz szybkość uzyskania ciąży u kobiet, które słabo reagują na standardową terapię gonadotropinami. U takich kobiet zasadne jest używanie nawet kilkunastu gram L-argininy na dobę.
Dr Regine Steegers-Theunissen z Erasmus University Medical Center w Rotterdamie przedstawił w lutym 2010 roku na łamach czasopisma Fertility and Sterility wyniki badań dotyczących wpływu diety na płodność przeprowadzonych w Holandii na 160 parach, u których stosowano techniki wspomaganego rozrodu in vitro lub ICSI. Myślą przewodnią podsumowującą badania było zalecenie, aby pary poddawane leczeniu niepłodności decydowały się na zmiany w diecie, która powinna zawierać odpowiednie ilości tłuszczy roślinnych, produktów pełnoziarnistych, warzyw, roślin strączkowych oraz ryb. Badania wykazały bowiem, że u par, u których zastosowano żywienie najbardziej bliskie diecie śródziemnomorskiej (głównie: owoce, warzywa, oleje roślinne, całe ziarna i ryby, a mało mięsa i niezdrowych przekąsek), kobiety miały o 40% większą szansę na ciążę. Dowodzi to, że nawet w przypadku stosowania technik wspomaganego rozrodu, dieta zdecydowanie zwiększa szanse na sukces. Jednym ze składników diety, który został wskazany jako znaczący dla płodności, jest witamina B6, która wykazuje działanie zmniejszające hiperprolaktynemię - jedną z przyczyn bezpłodności.
Ciekawostką są wyniki badań przeprowadzonych przez Irańskich badaczy, którzy pokusili się o porównanie poziomu kwasów omega-3 w nasieniu zdrowych mężczyzn i tych, którzy doświadczyli problemów z płodnością. Okazało się, że mężczyźni, którzy nie mogą doczekać się upragnionej ciąży u partnerki mają niższy poziom omega-3, czego dość prostym rozwiązaniem jest suplementacja tych kwasów w przypadku problemów z płodnością. Ważne jest jednak nie tylko samo dostarczenie omega-3 organizmowi, ale i stosunek kwasów omega-6 (AA) do omega-3 (EPA lub DHA). Im jest on większy, z tym mniejszą liczbą plemników się wiąże oraz z ich mniejszą ruchliwością. Badacze asekurują się jednak, że uzyskane przez nich dane nie powinny być uogólniane i odnoszone do innej populacji niż Irańczycy.
Jednak w połowie 2009 roku, również Irańczycy, opublikowali w piśmie The Journal of Urology wyniki znaczących badań udowadniających, że 6 miesięcy stosowania przez mężczyzn doświadczających problemów z płodnością koenzymu Q10 poprawia wszystkie najważniejsze parametry spermy. Innowacyjne w badaniu jest to, że prawdopodobnie pierwszy raz zastosowano w leczeniu tak dużą dawkę koenzymu Q10, bo aż 300 mg. To ogromnie dużo, bo przeciętnie suplementy diety z Q10 zawierają go około 30 mg. Przyszłość tego typu produktów i możliwość powszechnego zastosowania w grupie mężczyzn, u których jest wskazanie do suplementacji Q10 stoi jednak pod znakiem zapytania. Powodem jest konieczność zastosowania tak dużej dawki koenzymu, co wiązałoby się z wysokimi kosztami produkcji, a więc i z wysoką ceną produktu.
Nieco starsze, ale jak najbardziej aktualne badanie wykonano we Włoszech na grupie 30 osób, w 2005 roku. Dotyczy ono roli poziomu L-karnityny w organizmie mężczyzny i jej związku z poprawą parametrów spermy. Wykazało ono, że im niższe stężenie L-karnityny w spermie, tym mniejsza ruchliwość plemników. Co za tym idzie, suplementacja L-karnityny znacząco poprawia jakość nasienia, powoduje wzrost całkowitej ilości plemników oraz ich ruchliwości. Uzupełnianie diety mężczyzn, u których stwierdzono niepłodność trwającą co najmniej 24 miesiące, o 2 g L-karnityny dziennie poprawia znacząco parametry spermy. Podawanie wspomnianych 2 g L-karnityny poprawia również żywotność plemników. Co ciekawe, suplementacja L-karnityną w niepłodności męskiej przypomina trochę schemat chudnięcia osób otyłych, które osiągają w początkowej fazie kuracji odchudzającej znacznie szybsze efekty, niż osoby, które mają do zrzucenia mniejszą ilość kilogramów. Terapia L-karnityną przynosi bowiem tym lepsze skutki, im gorsze są parametry początkowe, wyjściowe nasienia. Zarejestrowano osiem ciąż w czasie badania u partnerek 86 pacjentów, którzy ukończyli badanie. Poczęcie następowało tylko podczas podawania L-karnityny, a nie placebo, co wskazuje nie tylko na poprawę funkcji nasienia, ale także na poprawę zdolności plemników do zapłodnienia. Osiągnięcia tej analizy wymagają pogłębienia badań, ale już teraz specjaliści uważają, że u pacjentów w czasie reprodukcji wspomaganej podawanie L-karnityny może być jednym ze sposobów na rozwiązanie "męskiego" czynnika niepłodności.
Ciekawą analizę wykonano w Danii, gdzie przebadanie ponad 2000 Duńczyków pokazało, iż wysokie spożycie napojów typu cola (ponad 14 półlitrowych butelek na tydzień i 800 mg kofeiny) ma związek z gorszą jakością męskiego nasienia. Jednak ten rezultat był statystycznie znaczący tylko dla coli. Ponieważ sama cola nie zawiera dużo kofeiny, naukowcy sugerują, że związek spożywania jej z jakością nasienia może być spowodowany przez inny składnik coli niż kofeina. Jaki? Tego badania nie wykazały. Niemniej jednak lepiej, aby panowie, którym zależy na potomstwie zrezygnowali lub przynajmniej ograniczyli ilość wypijanych napojów tego typu. Takie wyrzeczenie znajdzie z pewnością pozytywne przełożenie również na inne aspekty życia, niż sama płodność
W marcu 2010r. w portalu poświęconym niepłodności opublikowano wyniki badań przeprowadzonych przez londyńską jednostkę zajmującą się wspieraniem rozrodu przy Guy's and St. Thomas' Hospital NHS Foundation Trust. Jest to najbardziej aktualny dowód na to, iż poszczególne pierwiastki dostarczane organizmowi w odpowiednich ilościach mają znaczący wpływ na leczenie niepłodności. Badanie jest istotne z punktu widzenia analitycznego, ponieważ jest zgodne z wytycznymi Instytutu EBM (Evidence Based Medicine), zgodnymi z prawem Unii Europejskiej odnoszącym się do praktyki klinicznej. Przeanalizowano w nim 17 badań klinicznych, w których przy leczeniu niepłodności męskiej zastosowano takie składniki jak L-karnityna, selen, cynk, kwas foliowy, witaminy C, E i karotenoidy. W 14 z tych badań, czyli aż w 82%, okazało się, iż suplementacja przełożyła się zarówno na jakość spermy jak i odsetek uzyskanych w czasie przeprowadzania badania ciąż. Analizowano w sumie ponad 1000 mężczyzn, a badania prowadzone były w najbardziej prestiżowych bazach medycznych. Najistotniejszym wnioskiem z przeprowadzonego badania jest zalecenie, że odpowiednie antyoksydanty w odpowiednich kombinacjach i dawkach powinny być wdrożone do praktyki klinicznej leczenia niepłodności.
W tym samym miesiącu Departament Biologii Reprodukcji i Medycyny Instytutu Bernabeu w Alicante (Hiszpania) w czasopiśmie Fertility and Sterility opublikował badania potwierdzające rolę antyoksydantów w zapobieganiu spadkowi jakości nasienia. Analizę przeprowadzono na grupie mężczyzn zamieszkujących Hiszpanię, będących pacjentami klinik leczenia niepłodności. Wyniki mówią jednoznacznie, że dostarczanie organizmowi substancji zwalczających wolne rodniki pozwala zwiększyć jakość nasienia.
Z dzieł sztuki tworzonych na przestrzeni wieków możemy wnioskować, że obfite kształty kobiety były synonimem płodności. W krajach południowych nadal nie brak amatorów typowo kobiecych kształtów a la Monica Bellucci. I nic dziwnego - to naturalny instynkt, zagłuszany przez zachodnie wzorce z lakierowanych i ubarwionych programami graficznymi okładek pism, przyciąga mężczyzn do kobiet o cechach będących widoczną gołym okiem obietnicą wydania na świat potomstwa. Szerokie biodra, wydatny biust, krągłe uda oraz lekko wystający brzuszek to elementy kobiecej urody szczególnie mocno cenione w krajach arabskich (taniec brzucha jest istną odą do płodności), krajach Europy Południowej, większości krajów afrykańskich i Ameryki Południowej. Kobiece kształty wynikające z naturalnego magazynowania przez organizm potencjalnej matki podskórnej tkanki tłuszczowej na wypadek głodu, a także jako mechanicznej polisy ubezpieczeniowej dla mogącego pojawić się w łonie płodu, nie mogą być jednak mylone z otyłością sprzeczną z płodnością. Dzisiejsze badania nad wpływem nadmiaru podskórnej tkanki tłuszczowej na zdolność do zajścia w ciążę dowodzą, iż otyłe kobiety mają z tym częściej problem niż kobiety o szczupłych sylwetkach. Naukowcy z Centre for Primary and Community Care, School of Health Natural and Social Sciences, University of Sunderland, w Wielkiej Brytanii w lipcu 2009 roku opublikowali badania świadczące o tym, że kobiety otyłe gorzej reagują na techniki wspomaganego rozrodu (ART - Assisted Reproductive Technics). Na szczególną uwagę zasługuje również fakt, że zespół policystycznych jajników wymieniany jako jedna z częstszych przyczyn niepłodności, dość często współistnieje z problemem otyłości i nadwagi. Jedynym sposobem wyeliminowania tego czynnika determinującego płodność, jest oczywiście zrzucenie nadwagi. Przy czym nie należy dopuszczać do zbyt szybkiego spadku wagi, co grozi efektem jo-jo. 0,5 kg do 1 kg tygodniowo to optymalna waga, którą można bezpiecznie, bez skutków ubocznych zrzucać stosując racjonalną dietę i włączając do planu tygodnia regularną aktywność fizyczną.




